sobota, 20 listopada 2010

Bo to co najważniejsze...

...to dla przyjaciela mieć zawsze
dobre serce i zaufanie,
o które trzeba dbać każdego dnia.
Staraj się, niech ta przyjaźń trwa.

Cytatem piosenki zespołu StarGuardMuffin zacznę moją pierwsza notkę tutaj. Nie będzie to typowo pierwsza notka w stylu - Cześć mam na imię, pochodzę z..., mam lat ..., lubię to i to. Nie. To mnie nie kręci. Dla Was, czytelników ( mam nadzieję, że jednak takowi się tutaj pojawią ), będę byjean - dziewczyną skrobiącą coś po drugiej stronie ekranu z nadzieją, że są ludzie, którzy to przeczytają i może nawet skomentują.

Ostatnio miewam cięższe dni. Denerwuje mnie to, bo byłam blisko już wrócenia do "dawnej siebie". Siebie z sierpnia czy września - czyli takiej pozytywnej, naładowanej niesamowicie dobrą energią, nie dającej się wytrącić z równowagi, wiecznie uśmiechniętej i dostrzegającej we wszystkim plusy. Tak, byłam taka. Co się stało? Ciężko powiedzieć. Jakbym wiedziała, to bym to naprawiła, byle tylko tamten stan wrócił.

Wracając do tematu notki - zawsze byłam osobą, która radziła sobie ze wszystkim sama. Nie tyle co nie potrzebowałam pomocy innych - nie chciałam jej, nie ufałam ludziom i nie wierzyłam, że zwykła rozmowa, powiedzenie sobie wzajemnie jaki się miało dzień i co się wydarzyło, potrafi być miłe i uspokajające. Długo nie miałam przyjaciela/przyjaciółki, a jeśli ktoś podobny mi się trafił, to nie mogło mi przez gardło przejść do słowo określające stopień naszej zażyłości. Obecnie mam trzech przyjaciół w życiu rzeczywistym ( i Ciebie moja kochana N. :* ) i jest trudniej momentami, niż jakbym nikogo nie miała. Zwłaszcza z jedną przyjaciółką. Wiem, że to powinno przychodzić naturalnie, że nie powinnyśmy się tak często sprzeczać i rozmowy tak ważne nie powinny w kółko się odbywać na gadu-gadu. Jednak tak jest. Jest ciężko, ale mnie zależy. Mocno. Więc muszę wytrwać, a jeśli to nie pomoże, to jestem w stanie coś poświęcić. Póki co żegnam się. Dorzucam "lekturkę" do poduszki:

 http://www.youtube.com/watch?v=fEGI9NbH-mk&feature=BF&list=PL4374FF75D7168AF6&index=35

Kiedy jest mi smutno czy ciężej na sercu to śpiewam. Ta piosenka to jeden z moich ulubionych utworów do śpiewania. I o wiele bardziej lubię wersję Limp Bizkit niż oryginał zespołu The Who ( przesłuchajcie sobie ;) ).

Do następnego.

1 komentarz:

  1. Jak miło czytac Twojego bloga ale to przecież wiesz ! ;*
    Mam nadzieję,że ta pozytywna Jean będzie zawsze już a te chmury ciemne odgonisz promiennym uśmiechem :)

    Kochana ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy szczery komentarz. Odwdzięczam się zawsze. Nawet tym, co piszą zawsze każdemu to samo...