sobota, 30 kwietnia 2011

Dig, dig, dig it!


Dig Dig Dig it!

Hej! Tak, tak, wiem. Dawno nie pisałam. Zabijcie mnie. U mnie naprawdę jest świetnie. Właśnie mija sobota długiego, majowego weekendu. Miałam dziś z moim jechać do kina, ale że dojechać chcieliśmy pociągiem, a właśnie w czwartek doszło do wypadku z Mostach, tuż przy Lęborku i to nieźle sparaliżowało pociągi, zrezygnowaliśmy. Wypad miał być z okazji pół roku bycia razem. Jako że czuł się źle i mi marudził, że nic nie kupił 24. kwietnia (a chciał, a nie kupił tylko dlatego, że to Wielkanoc była i wszystkie kwiaciarnie pozamykane), nawet kwiatka, to pozwoliłam mu kupić pizze, po której umieraliśmy dłuuugo ^^.
Pamiętnik. Ryan Gosling.

Szkoda w sumie tylko, że pogoda na majówkę trochę się zepsuje i będzie tak chłodniej. Dziś, to muszę przyznać, że zmarzłam.


Ach, powinnam chyba wyjaśnić obecność Boba budowniczego na początku notki. Rano usłyszałam tą piosenkę i przez pół dnia chodziłam i śpiewałam - dig, dig, dig it!
Dobrze, ja powoli będę się zbierać, bo w sumie nie mam co napisać, a chciałam się odezwać, bo przecież kiedy ja tutaj pisałam?
Pozdrawiam Kasię, maturzystkę moją, z której jestem dumna :)
Dobrego wieczoru ;)
Dig, dig, dig it!



xD

1 komentarz:

  1. Co za piosenka :D nie ma to jak Bob xD
    miłego lenienia się w dni,kiedy ja bd walczyła z maturką ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy szczery komentarz. Odwdzięczam się zawsze. Nawet tym, co piszą zawsze każdemu to samo...