środa, 5 października 2011

You Are The Sunshine Of My Life




Hej. Środa minie, tydzień zginie. Takie stare przysłowie ( podobno ^^ ). Mam nadzieję, że tak będzie. Wiem na pewno, że będzie ciężko. Ogólnie ostatni czas był ciężki. Kłótnie z Moim, chyba tak ciężko nie mieliśmy. Mamy pierwszy poważny kryzys i nieźle zakasaliśmy rękawy, by go zażegnać. Do tego dochodzi mnóstwo spraw, które mam na głowie i nie dają mi spokoju. I co chwila dochodzi coś nowego. Nie chcę marudzić na wszystko,ale w tej chwili najchętniej bym to zrobiła. Wzięłabym lody ( najlepiej Princessę Kokosową, którą miałam okazję próbować w wakacje i w której się zakochałam ), usiadłabym w łóżku w pidżamce i oglądała jakiś głupawy, ale śmieszny film, by z jednej strony oderwać się od wszystkiego, a z drugiej odreagować.
Ale mam inne postanowienie niż roztyć się w pidżamce w paski. Mam się wziąć w garść. Ciężko będzie, ale trzeba. Dla dobra wszystkich. Ogólnie ostatnio doszłam do wniosku, że psychika jednak odgrywa ogromną rolę w życiu człowieka. Zawsze miałam niesamowitego fioła na punkcie figury, na szczęście za mało determinacji i siły, by się wziąć za siebie. Dlaczego na szczęście? Kilka lat temu miałam jeszcze większego fioła, spisywałam wagę rano i wieczorem, kontrolowałam jedzenie i kalorie, nie potrafiłam jednak odmówić sobie słodkiego, zazwyczaj jedno na dzień. Gdy coś mi nie pasowało to wyrzucałam, nie jadłam po 18, siedziałam na necie i tylko czytałam co robić, by zrzucić wagę, jakie są dobre patenty np. picie czerwonej herbaty pur-erh, która podobno działa cuda ( sama tego nie wypróbowałam, bo używałam torebkowanej, a najlepsza jest z górnej półki, fusowa, specjalnie parzona). Obecnie, bez zamiaru takowego, tak wyszło, ważę 49 kg. Tyle ile zawsze chciałam, od tylu lat. Schudłam jedząc przez całe słodycze, nie uprawiając żadnego sportu ( prócz jednej aktywności, nie przyznam jakiej, ale nie przesadzajmy, że aż tak spala kalorie ), pracując, ale tylko 2 cięższe weekendy. Ale nie czuję się jakoś... tak jak myślałam, że będzie. Dalej mam kompleksy i problemy z akceptacją. I jestem wdzięczna sobie, że nie byłam odważna jak się odchudzałam wcześniej. Kto wie, do jakiego stanu bym się doprowadziła. Wiem jedno na pewno - wtedy 49 kg byłoby jednak za mało, chciałabym jeszcze więcej schudnąć.
Tak chciałam się tutaj wyżalić z nadzieją, że chociaż jedna osoba napisze coś w kontekście tego ile nabazgrałam, choć zdanie, a nie "fajne obrazki, zapraszam do siebie". Zawsze odwiedzę komentujących. Zwłaszcza,ze nie ma ich dużo i pragnę się odwdzięczyć. Po prostu pod tą notką troszkę wsparcia potrzebowałabym. Mam nadzieję, że o wiele nie proszę.
No to na tyle. Trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam, szybkiego piątku i długiego weekendu, bo pewnie już nic nie napiszę przed tym czasem. Bye ;)

zdjecia z weheartit.com
Ps. wygląd bloga symbolizuje "wzięcie się w garść" oraz po prostu jesienną chęć zmiany ;]

4 komentarze:

  1. To w takim razie trzymam za Ciebie kciuki!
    Nie martw się wszystko będzie dobrze, w związkach między ludźmi zawsze pojawiają się kłótnie!
    Powiedz mi tylko ile masz wzrostu, bo 49 kg to naprawdę mało!

    Całuski i nie zamartwiaj się już! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh tak jest, ze jesli raz czlowiek wkreci sobie "faze" na odchudzanie, to potem moze byc ciezko zaczac myslec zdrowo :/

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne inspirację . Dziękuje :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na takie szpile to wygodne ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy szczery komentarz. Odwdzięczam się zawsze. Nawet tym, co piszą zawsze każdemu to samo...